Surfer navigation analysis


 Regulamin » FAQ » Szukaj » Blogi Mój blog Blogowe nowości » Klubowicze » Rejestracja » Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości » Zaloguj 


Poprzedni temat :: Następny temat
Różana Diana
Autor Wiadomość
admin 
webmaster


Słucham: House, Techno, Trance
Kluby: M7 CLUB
Wiek: 23
Dołączył: 26 Kwi 2007
Posty: 935
Skąd: Wasilków

Wysłany: 2007-04-29, 13:32   Różana Diana

Jedna z najpopularniejszych polskich didżejek, znana również za granicą



"Szkoliła się" w Amsterdamie i na Ibizie. Grała u boku takich sław jak: Paul van Dyk, Sven Väth, Carl Cox, Westbam, Marco Bailey czy Robert Miles. 30 kwietnia wystąpi na Mayday w Dortmundzie. Na rozmowę umówiliśmy się u niej w domu. Diana d’Rouz, nieco zmęczona ciężką nocą, wśród sprzętu, płyt i specjalistycznych książek chętnie odpowiedziała na nasze pytania. A potem poszła na hatha yogę..

---------------------------------------------------


Powiedziała kiedy: Jestem didżejką komercyjną i nie wstydzę się tego. W torbie mam podwójne sety. Brzmi, jakby do pracy podchodziła z wyrachowaniem.

Powinniśmy sprecyzować, co oznaczają słowa "didżej komercyjny", Według mnie to kto, kto jest rozpoznawany, pojawia się w mediach i grywa w klubach całej Polski. To nie ma nic wspólnego z muzyką, którą prezentuje. W torbie noszę "podwójne sety", bo preferuję dwa style muzyczne i lubię je przeplatać. Gram muzykę progresywną, która lepiej sprawdza się w małych klubach, i gram techno – idealnie pasujące na duże imprezy typu Mayday. Uważam, że didżej nie może zamykać w jednej stylistyce. Powinien być kreatywny i szukać nowych brzmień.

Do grania muzyki namówili cię znajomi w Amsterdamie. Od razu złapała bakcyla?


Chodziłam z nimi na imprezy, podglądałam pracę didżejów „od kuchni” i strasznie mi się to spodobało. W tamtych czasach prawie nikt w Polsce nie myślał o didżejowaniu jako zawodzie. Mimo to chciałam spróbować. A nuż się uda. I wciągnęło mnie całkowicie.

Skąd się wziął twój pseudonim?

Rouz po holendersku znaczy "róża". Zawsze nazywali mnie "czarną różą". Wiesz, że tylko jednemu ogrodnikowi udało się wyhodować taki kwiat? Niestety, tajemnicę, jak tego dokonał, zabrał ze sobą do grobu. Jestem taką niepowtarzalną "czarną różą" (śmiech).

A jak wyglądały twoje pierwsze bookingi? Czy czasem nie na zasadzie: Dziewczyna za gramofonami?! Nieważne jak i co gra, ważne, że dobrze wygląda!.

Nie, chociaż do tej pory zdarza się, że organizatorzy bookują dziewczyny na zasadzie atrakcji wieczoru, ale tak naprawdę liczy się to, co i jak grasz, a nie płeć. Ludzie przychodzą na imprezę, żeby się wyszaleć, a nie napatrzeć!

Jaka jest różnica w podjęciu polskich i zagranicznych promotorów imprez do didżejów?

Rzeczywiście, mam porównanie. Za granicą zazwyczaj wszystko jest dużo lepiej zorganizowane, ale to jedynie kwestia praktyki. Przylot, hotel, lunch, samochód, klub. Tam nie ma improwizacji. Wszystko jest dużo wcześniej dograne, nie ma zaskakujących zmian. Wieloletnie doświadczenie robi swoje. I tyle. Spójrz na Czechów albo Węgrów – robią masę eventów i mają w tym wprawę. W Polsce to tylko kwestia czasu...

W jednym z wywiadów powiedziałaś, że nie ma przyjaźni między didżejami. Nie jesteście jedną wielką rodziną?

Jak wszędzie – są grupy wzajemnej adoracji i kliki towarzyskie. Trzymają się razem i wspierają, to normalne. W tym środowisku głupotą byłoby ufać każdemu bezgranicznie. Walczymy o swoje. Trzeba uważnie dobierać sobie przyjaciół. Zresztą zasada ta obowiązuje w każdej branży.

Cały czas czerpiesz z grania satysfakcję?

Osiem lat praktyki odcisnęło na mnie jakie piętno. Nie zawsze jest różowo. Ale mimo to odczuwam satysfakcję. Gdyby było inaczej, oszukiwałabym tych wszystkich ludzi, którzy chcą słuchać mojej muzyki, a to oznaczałoby wyrachowanie, o którym wspominałeś w pierwszym pytaniu. Cieszy mnie, że odniosłam jakiś sukces, że podróżuję po świecie, zarabiam pieniądze i poznaję fantastycznych ludzi. To mój sposób na życie, który cały czas dostarcza mnóstwo wrażeń.

Czym jest dla ciebie clubbing? Pustym słowem? Modą? Życiem?

Hm... Pewną subkulturą, na którą składa się muzyka, kluby i ludzie. To sposób na życie, spędzanie weekendów i oderwanie od rzeczywistości. W Polsce o clubbingu można jednak mówić jedynie w wąskim tego słowa znaczeniu i odnosić go tylko do nielicznych miast…

Dlatego przeniosłaś się do Warszawy?

Tak, wiedziałam, że w stolicy będzie mi o wiele łatwiej. Poza tym miałam tu znajomych, więc nie byłam skazana tylko na siebie. Dość szybko zostałam rezydentką klubu Klatka.

W drugiej edycji LAIF-owego zestawienia na najpopularniejszego didżeja Polski zajęła 35 miejsce, a w ostatnim rozdaniu siódme. Czy w tegorocznej odsłonie przegonisz Carlę, a może zdetronizujesz samego Angelo Mike’a?


To wbrew pozorom jest ciężka praca i miło, kiedy ktoś ją docenia, ale mam raczej obojętny stosunek do wszelakich zestawień. Są didżeje, którzy nie zagrali na imprezie od pół roku, a znajdują się w pierwszej trzydziestce. Są i tacy, którzy co tydzień harują na paru balangach i nie ma ich nawet w połowie zestawienia. Jak znajdę się na 98. pozycji to nie rzucę płyt w kąt, zadręczając się pytaniem, dlaczego tak się stało. Dla mnie ważniejsze jest, kiedy widzę szczęśliwych ludzi podczas swojego występu. To bardziej przekonuje niż jakie plebiscyty. Co nie znaczy, że nie potrafię docenić tego, że kto oddał na mnie swój głos. Miło, że szanuje się moją pracę.

A propos pracy – co z twoją agencją Flying Home Communications?

Dawno i nieprawda (miech). Powstała, jak mieszkałam jeszcze w Poznaniu. Organizowaliśmy wtedy imprezy na Akademii Ekonomicznej. Gdy przeniosłam się do Warszawy, przestała istnieć. Prawda jest taka, że ja uwielbiam grać, ale organizacją nich zajmują się inni (śmiech). Teraz jestem związana z Sentence.

A przyszłość? Mylisz o produkowaniu muzyki?


Pewnie. Za granicą bez własnych utworów nie masz nawet czego szukać. Nie dostaniesz dobrych bookingów, jak nie możesz pochwalić się swoją płytą. Proste. Właśnie wybieram się do Pragi, gdzie zamierzam popracować nad materiałem. Stylistycznie będzie mu chyba najbliżej do techno.

źródło: LAIF.PL
 
 
 
ASOTTeam 
nowy klubowicz
:::I LOVE SCHRANZ:::



Wiek: 21
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 10
Skąd: Kielce

Wysłany: 2007-09-27, 22:21   

znam ją grałem z nią nic dodać nic ująć
_________________
...MAYDAY Nature One SUNDTROPOLIS....
 
 
 
SmakUst 
klubowicz



Słucham: HS,Electro,Schranz
Kluby: hvn,WW k-ce,mega club,itd.
Wiek: 18
Dołączyła: 18 Paź 2007
Posty: 192
Skąd: Zawiercie

Wysłany: 2007-11-07, 22:14   

taaa kobieta to ogień ;P
Nie wiem jak inni sądzą, ale Jej granie mi się podoba.. tak jak i Carli Roci
_________________
"Życie Cię wciągnie, tak jak Amfetmina, gdy ją wciągniesz..."
 
 
 

Sponsor



Dołączył:26 Kwi 2007
Posty:




[Kliknji na reklamę! WME.com.pl utrzymuje się wyłącznie z reklam. Dziękujemy!]

Wyświetl posty z ostatnich:   

Podobne Tematy
Paul Oakenfold - najdroższy DJ świata - już 7 grudnia wystąp
Jeśli myślisz że w Polsce narokti są nielegalne. To przeczytaj ten temat!
House Parade Festival 2008 @ Romania Timisoara
Trance Energy w Polsce - Pryma aprilis już za nami!
Skórzana kurtka ciągle modna
 
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum

Ulubione
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Support forum phpbb by phpBB Assistant
Theme Sonic created by spleen for stylerbb.net modified v0.2 by warna

Polecamy: Szukaj mp3