Ruhr in Love to impreza mało, komu w Polsce znana. Odróżniająca się od innych eventów dwoma podstawowymi cechami. Przede wszystkim tym, że trwa w ciągu dnia od godz. 12.00 do 22.00, oraz dosyć specyficznym i oryginalnym miejscem organizacji, jakim jest Olga park w Oberhausen. Jednym zdaniem bardzo undergroundowa impreza dla samych wyjadaczy.

Chyba największym plusem była niska cena za tak dobrą imprezę, która wynosiła zaledwie 15 euro. Impreza nie zapowiadała się zbyt ciekawie z powodu nagłego zachmurzenia tuż przed rozpoczeciem eventu. Podbudowywująca była godzina startu całego wydarzenia. Oficjalnie rozpoczynano grać o 12.00, jednak pierwsze dźwięki można było usłyszeć juz przed 11.00. Przechodząc bramki, (których można powiedzieć, że prawie nie było) i rozglądając się, na pierwszy rzut oka żadna ze scen nie powalała na kolana. Dopiero podróżując po najróżniejszych miejscach owego parku, można było znaleźć ciekawie umiejscowione mini sceny. Najoryginalniej, bo w pewnego rodzaju zagłębieniu(coś w stylu małego amfiteatru), ustawiona była główna scena. Dodatkowych atrakcji było aż nadto, tym bardziej, jeżeli chodziło o muzykę. Łącznie około 32 sceny rozstawione na powierzchni całego Olga Park i przez to olbrzymia liczba różnorodnych gatunków undergroundowej muzyki elektronicznej, pozwalała zadowolić nawet najbardziej wymagającego i wybrednego klubowicza. Każda ze scen, była zazwyczaj wyposażona w różnego rodzaju efekty świetlne lub niewielkie ekrany diodowe oraz posiadała średniej, jakości nagłośnienie, które dawało tak naprawdę oczekiwany efekt po umiejscowieniu się w epicentrum dancefloru danej sceny. Jednak nie na to postawili organizatorzy. Drogie konstrukcje oraz aspekty wizualne odeszły na drugi plan, ponieważ tego dnia liczyła się tylko ambitna muzyka, której naprawdę nie brakowało. Samo przejście wszystkich scen zajmowało około godziny, a co dopiero mówić o logicznym pogodzeniu timetable. Nawet, jeżeli bardzo bym chciał, dokładając wszelkich starań, to i tak nie usłyszałbym wszystkich, na których tam przyjechałem. Liczba szanowanych artystów była tak ogromna, że nie wiadomo czy uważać to za plus czy minus imprezy. Ponieważ czasem tak naprawdę nie wiadomo, na kogo iść, a do wyboru liczba artystów oscylowała zazwyczaj w okolicach 4. Jedno jest pewne, obojętnie gdzie się poszło, można było liczyć na dobrą zabawę. Klimatu dodawało tym bardziej miejsce, jakim było jak już wcześniej pisałem Olga Park w Oberhausen. Park posiadający sporą ilość ciekawych i bardzo atrakcyjnych miejsc, które zostały bardzo efektywnie wykorzystane przez organizatorów.

Ruhr in Love to miejsce, które, żarzyły słuchacz ciężkich odmian, musi odwiedzić przynajmniej raz w życiu. Bardzo udana impreza za tak niską cenę, stawiająca głównie na muzykę, natomiast odkładająca na drugi plan dodatkowe aspekty organizacyjne. Co według mnie jest bardzo dobrym atutem dla jeszcze większego rozwoju muzyki undergroundowej w europie. Wydarzenie udowadniające, że, tak naprawdę nie jest najważniejsze ogólne przygotowanie, oświetlanie i różne dodatki organizacyjne, a zorientowana publika najlepiej się bawi siedząc w ambitnym undergroundzie.
Czekamy na wasze opinie związane z imprezą jak i samą agencją!