Transmission jest najbardziej rozpoznawanym eventem w europie środkowej a jednocześnie flagową imprezą największej czeskiej agencji muzycznej
United Music. Po naszych wizytach na obu czeskich edycjach
Sensation jak i Prague Sessions with Paul van Dyk wiemy, iż imprezy opatrzone ich znakiem są organizowane bardzo profesjonalnie i pozostawiają u nas niezapomniane wspomnienia i obrazy. Nie inaczej było tym razem. Impreza odbywa się od dwóch lat a już doczekała się swojej jubileuszowej piątej edycji. Po zeszłorocznej świetnej edycji poprzeczka poszła bardzo w górę tak, więc wyczekiwanie było bardzo odczuwalnie wśród klubowiczów – w tym Polskich. Do bardzo solidnego line-up’u dołączono bardzo ciekawie zapowiadający się motyw przewodni imprezy – The New World osadzony w świecie science-fiction. Wszystko to razem miało zostać w skomponowane w jednej z najnowocześniejszych aren w europie –
O2 Arena (dawniej Sazka Arena).

Do Pragi dojechaliśmy w dniu imprezy dopołudnia. Jako że to piękne miasto na Veltawą nie jest nam obce, po krótkim odpoczynku pojechaliśmy na starówkę, którą obowiązkowo trzeba odwiedzić. Zarówno na starym mieście jak i w metrze aż roiło się od polskich miłośników trance’u których można było bardzo łatwo rozpoznać po polskich flagach i jak i niesamowitym entuzjazmie, który panował w lokalach ze złocistym napojem :) . Lecz tuż po godzinie 18 wszyscy obrali jeden kierunek, którym oczywiście była O2 Arena. O 19 otwarte zostały bramki wejściowe, które szybko wypełniły się tłumem klubowiczów. Wejście do Areny jest bardzo sprawne gdyż wystarczy przejść przez bramkę z wykrywaczem metalu i czytnik biletów, co sprawia, że dosłownie w 5 minut znajdujemy się na terenie imprezy. Z niecierpliwością czekamy aż w Polsce zostanie wprowadzona taka innowacja, która na zachodzie jest już standardem. Start imprezy zaplanowano na 21 także można było spokojnie zwiedzić ten niesamowity obiekt. Wszelkiego rodzaju napoje jak i posiłki cieszyły się ogromnym powodzeniem jak i stoisko z pamiątkami. Stref ani Scen bocznych nie było, bo po prostu nikt by w nich nie przebywał. Na każdym kroku słychać było polski, co wyraźnie irytowało czechów – może z zazdrości? Do godziny 21 ogromny parkiet ( zdemontowano połowę trybun ) systematycznie zapełniał się klubowiczami. W tle cicho przygrywała muzyka wprowadzająca w kosmiczny klimat...

Wybiła godzina zero. Efektowne intro zaprezentowało nam statek kosmiczny, którym mieliśmy poruszać się tej nocy. Pierwszy zagrał reprezentant Czech –
Michal Poliak. Set zaczął od małej wpadki technicznej a mianowicie przez minutę, może półtorej grał ze ściszonym kanałem Master, czego skutkiem były liczne gwizdy, ale na szczęście naprawił swój błąd dalszą częścią seta. Trzeba przyznać, że spisał się bardzo dobrze, jako artysta na Warm-up. Zaserwował bardzo energiczną mieszankę electro, uplifthing’u jak i nawet odrobinę tech-trance’u i minimalu. Mogliśmy usłyszeć takie produkcje jak
Mono Maartena de Jonga, niesamowity mash-up
Delirium - Silence z This is That Garetha Emery’ego oraz
Sia – The Girl You Lost to Cocain w remixie
Sandera van Doorna. Zarówno Czesi jak i Polacy bardzo dobrze bawili się przy secie
Poliaka, co można było odczuć, chociaż by po tym jak trzęsła się trybuna, na której znajdował się Polski sektor. Niewątpliwie największą euforie wywołała produkcja
Marco V – Coma Aid, przy której mogliśmy po raz pierwszy zobaczyć wszystkie ręce uniesione w górze. Atmosfera z minuty na minutę coraz bardziej rosła.
Następnym dj’em był wszystkim bardzo dobrze znany ze swoich magicznych live-actów
Giuseppe Ottaviani, który według kolejnego spektakularnego intra miał przenieść nas w prędkość nadświetlną – i tak właśnie się stało. Od jego setu również zaczęła swoje wizualne popisy holenderska grupa VJ’ów
Vision Impossible słynąca ze swoich opraw największych eventów w całej europie jak
Sensation Black czy
Qlimax. Tego wieczoru nie mieli swojego live actu jak to miało miejsce w poprzednich edycjach, ale za to niejednokrotnie sprawiali, że niemal wszyscy klubowicze unosili swoje aparaty i telefony w górę by uchwycić spektakl świetlny.
Giuseppe przeniósł imprezę na kolejny poziom muzyczny – wraz ze wzrostem tempa w soczystych upliftingowych rytmach
Ottavianiego wzrastała energia na parkiecie. Z trudem można było się doszukać osoby, która stałaby w miejscu na parkiecie. Bo jakiego miłośnika trance’u nie porwałoby
La Dolce Vita Van Dyk’a i
Ottavianiego lub jego nieśmiertelny hit
Through Your Eyes. Atmosfery i blasku podczas tego setu opisać się po prostu nie da – publika tego dnia była niesamowita i szczerze powiem, że dawno nie pamiętam żeby ludzi tak niesamowicie się bawili. Swój występ zakończył swoim ostatnim singlem
No More Alone który wstrząsnął całym obiektem. Sympatycznemu Włochowi z pewnością spodobała się publika gdyż miał z nią bardzo dobry kontakt oraz został nagrodzonymi bardzo hucznymi brawami.
O 23:30 przyszła pora na jedną z głównych gwiazd tej nocy – za konsoletą pojawił się
Markus Schulz, który zgodnie z zapowiedzią zabrał nas do tytułowego ‘’
Nowego Świata’’. Po raz kolejny mogliśmy podziwiać efekty specjalne serwowane przez
Vision Impossible a wraz pierwszym kawałkiem, który zagrał Markus, którym oczywiście był hymn tej imprezy ‘’
New World’’, cała Arena została rozświetlona przez masę pirotechniki. Do tej dochodził jeden wielki wrzask w momencie breakdown’u. Aż chce się oprawić w ramkę i powiesić na ścianie. Markus jest obecnie ósmym Dj’em na świecie, więc wymagania wobec niego były spore – jednak sprostał im bez dwóch zdań. Zabrzmiały takie produkcje jak
Cygnes Mr. Sama,
mashup Shany Mr. Pita i
Cant Sleep Above&Beyond oraz kolejny raz tej nocy
mashup Silence i That is That. Stu procentowy kontakt z publiką to bardzo wyraźna cecha Markusa, ale tej nocy tłum był tak niesamowity, że Markus prawie nie odrywał wzroku z publiki. Przy każdym breakdownie dosłownie cały parkiet unosił ręce w górę razem z Markusem. Był on integralną częścią tłumu, co naprawdę rzadko się zdarza. Bawiliśmy się również przy Sia – Buttons w wersji
Big Room Reconstruction Markusa. Sporo poruszenie wzbudziły również produkcje Evgeny Bardyuzha-Bali w remixie Arnej oraz znane dobrze wszystkim
Big Sky O’Callaghana w remixie
Markusa. Jak on to robi, że potrafi tak świetnie dogadywać się z publiką – odnosiłem wrażenie, że czyta w myślach klubowiczów i wie, co za chwile zagrać. Ta sztuka na pewno nie była mu potrzebna przy graniu swoich wielkich hitów: Daydream w remixie
Lemona i Einara K oraz
Perfect w remixie
Agnelli & Nelson. Tytuł ostatniego kawałka chyba najlepiej odzwierciedla jak było na jego secie gdyż wszystko odbywało się w akompaniamencie istnego morza laserów. Czego chcieć więcej? Bez dwóch zdań jeden z najlepszych setów imprezy.
Nastała 01:30 a co za tym idzie na dance-floorze nastał niesamowity ścisk – wszystko przez to, że za chwilę miał się pojawić Dj numer 5 na świecie –
Ferry Corsten. Jego intro zasugerowało, iż jego muzyka pochodzi od obcej rasy - cóż – można się z tym zgodzić biorąc pod uwagę Ufo, którym tydzień wcześniej Ferry latał na tłumem na swoim autorskim evencie :) . Zaczął bardzo spokojnie kawałkiem
Richarda Duranda – Papillion, ale to była tylko cisza przed burzą. Chwile później kontynuował dzieło zniszczenia dosłownie wgniatając ludzi w parkiet niesamowitym kawałkiem
Solarstone – Spectrum w remixie braci
Duderstadt a następnie dwoma produkcjami Simona Pattersona: najpierw
Something is Up w kolaboracji z Seanem Tyasem a potem ostatnio bardzo popularny utwór Us . Był również polski akcent w postaci masywnego tech trance’owego kawałka
Madness Dave’a Schiemanna i
Barta Claessena. Nie lada poruszenie można było zaobserwować również przy utworze
Clockwork Deadmau5’a w remixie
Cosmic Gate. Ferry podobnie jak Markus utrzymywał świetny kontakt z publiką i prawie bez przerwy skakał za konsoletą razem z tłumem. Klimat po prostu nieziemski. Śmiało można podzielić jego set na dwie części gdyż w drugą prawie całkowicie poświęcił swoim największym hitom jak
Beautyful, Gouryella, które są tak bardzo kochane.
Apogeum jednak było jego
Out of the Blue w wersji
2008 Violin Edit, kiedy to cała arena nuciła melodie jakże charakterystycznego kawałka. Pojawiła się również Galaxia w remixie
Aly&Fila zgodnie z oczekiwaniami, po czym przyszła pora na ostatnie produkcje, czyli genialne Embrace, Brainbox oraz dwa utwory z nowego albumu:
Shanti oraz na sam koniec singiel promujący jego album
Radio Crash. I tak oto kolejny dwugodzinny super set dobiegł końca i został nagrodzony gigantycznym hałasem przez publikę. Ale ludzi wcale to nie zniechęciło i zostali na parkiecie.
Przyszła kolej na dobrze znany duet
Rank 1 których poprzedziło najbardziej spektakularne z wszystkich intr prezentujące całkowite możliwości sprzętu. To po prostu trzeba zobaczyć. Show trwało 5 minut, po czym pojawiła się na scenie wspomniana dwójka. Niestety start ich live actu opóźnił się chwile gdyż problemy z podłączeniem sprzętu Benno i Pieta mieli czescy technicy. No ale kryzys udało się zażegnać i usłyszeliśmy
And Then w wersji live. Ostatnia ich produkcja wraz z Jochenem Millerem pojawia się niemal w każdym ich live act’cie. Później repertuar również nie uległ zmianie i posłuchaliśmy takich hitów jak ich remix
Analog Feel Cosmic Gate czy
Airwave. Pojawiło się również
Adagio for Strings zagrane na żywo przez Benno. Był to najkrótszy set gdyż trwał 45 minut, które przepełnione były klasykami.
I tak oto przyszła pora na ostatnich artystów –
Aly&Fila. Mimo że była już godzina 4:15 parkiet był nadal pełny. To świadczy dokładnie o tym jak dobrze się wszyscy bawili tej nocy. A tempo zostało jeszcze przyspieszone przez File, który grał sam jak zwykle. Bardzo mocny uplifthing wybrzmiewał do samego rana a ludzie wogóle nie czuli się zmęczeni. Szaleć można było przy
Thump Simona Pattersona,
If you Should Go Armina w remixie
Aly&Fila oraz ich Lost Language. Nie sposób było ustać bądź usiedzieć w miejscu a na dodatek przez cały set lasery wypełniały całkowicie wnętrze Areny.
Podsumowując piąta edycja należy do jak najbardziej udanych. Muzyczny poziom był wysoki od początku do końca tak samo jak poziom wizualny. Publika bawiła się niesamowicie do samego rana. Jedyną rzeczą, która bardzo przeszkadzała był brak znajomości angielskiego wśród obsługi Areny, co bardzo przeszkadzało klubowiczom. Słychać było głosy osób obecnych na poprzedniej edycji, że była lepsza od tego rocznej... no, ale to oczywiście zależy od kwestii gustu. Według mnie impreza bardzo udana i mam nadzieje, że za rok również będę miał powody by odwiedzić Prahe :)