Imagine – słowo, które w tym roku klubowiczom kojarzy się tylko z jedną postacią. Armin van Buuren wybrany drugi raz z rzędu na najlepszego Dj’a świata w tym roku ruszył w trasę wraz ze swoją autorską imprezą – Armin Only. Do tej pory show odwiedziło między innymi Australię, Rumunię i Belgię a następnym przystankiem była poznańska Hala Arena. 29 listopada drogi wszystkich miłośników trance’u oraz Armina kończyły się właśnie w stolicy wielkopolski. Większość osób wiedziała, czego się spodziewać gdyż DVD z edycji holenderskiej cieszyło się w Polsce dużym powodzeniem a sporo osób oglądało nawet transmisję telewizyjną na żywo z Utrechtu 19 kwietnia. Czy oczekiwania zostały spełnione?

Do Poznania dojechaliśmy około godziny 19 jednak zanim weszliśmy na teren imprezy po raz kolejny dała nam się we znaki poznańska policja wraz ze służbą celną. Można by powiedzieć, że już przywykliśmy do wątpliwie miłych powitań w Poznaniu, ale nadgorliwość funkcjonariuszy zaczyna już powoli działać ludziom na nerwy. Jednak nikłe szanse żeby to się kiedykolwiek zmieniło.... ale wróćmy do tematu głównego. Pod Areną utworzyła się gigantyczna kolejka gdyż bramy wejściowe zostały zamknięte. Było to skutkiem przepełnienia ludzi na korytarzach, ponieważ wejścia na parkiet były wciąż zamknięte. Ewidentny błąd organizacyjny, który skutkował tym, iż ludzie wchodzili do Areny aż do 23. Tuż przed 21 otwarto drzwi na dance-floor i tłumy ludzi momentalnie zalały parkiet. Trzeba przyznać, że jeżeli chodzi o konstrukcję sceny to Aldo i MSM naprawdę się postarali. Ogromne wyświetlacze, led’owe, ruchome wysięgniki ze stroboskopami, setki głowic świetlnych no i oczywiście na środku Dj’ka zasłonięta kotarą, na której wyświetlana była sylwetka Armina trzymającego w górze słuchawki.


Od 21 główna gwiazda wieczoru grała za kotarą i przeważały raczej spokojniejsze rytmy a co za tym idzie nagłośnienie było znacznie ściszone. Lecz z kawałka na kawałek napięcie rosło. Na początku lżejsze produkcje jak Beautiful Things w remixie Gustava czy Man On The Run Dash Berlin czy Rain Armina. Potem zagościły już żywsze produkcje jak La Guitarra Orjana Nilsena czy niesamowite Cygnes Mr. Sama. O 22 przyszła pora na pierwszy tej nocy live act – Eller van Buuren – brat Armina, który zagrał na gitarze dosyć popularny ostatnio kawałek M6 – Amazon Down. Trzeba przyznać, że wprowadził bardzo fajny klimat, który idealnie pasował do warm-up’u. Spore wrażenie na publice zrobił kawałek Unforgivable, kiedy to na kotarze pojawiła się twarz Jaren. Co poniektórzy próbowali nawet z nią śpiewać :)

Następnie z odstępem czasowym na żywo zaśpiewała prześliczna Jennifer Rene. Pierwszym utworem było Wasted, ale hala oszalała dopiero, kiedy poleciały pierwsze słowa od Fine without you. Wszyscy śpiewali razem z Jennifer, która miała niesamowity kontakt z publiką i bawiła się równie dobrze. Zaśpiewała bardzo czysto i ujmująco – naprawdę klasowa wokalistka.

15 minut po zejściu Jeniffer ze sceny set warm-up’owy zakończył się, po czym nastała cisza i ciemność. Rozległa się wielka wrzawa gdyż wszyscy wiedzieli, co zaraz nastąpi. Liczba osób na parkiecie spowodowała niesamowity zaduch, na który niestety póki, co nie można nic zaradzić. Arena potrzebuje klimatyzacji i miejmy nadzieje, że będzie ona działa poprawnie po remoncie, który zbliża się wielkimi krokami. Po chwili polska publika została powitana oficjalnie słowami Welcome to
Armin Only. Całemu wprowadzeniu do świata Imagine towarzyszył megamix największych hitów Armina, który na Polską edycje został zmodyfikowany o jakże uwielbiany w naszym kraju Control Freak w remixie SVD, Rush Hour oraz Exhale. Pierwszym utworem oficjalnej części show było oczywiście Imagine w trakcie, którego grał ponownie na gitarze Eller. Wszystkiemu towarzyszyła liczna pirotechnika, której nie mogło zabraknąć przy tak spektakularnym powitaniu. Drugim utworem ku zdziwieniu wielu osób był hymn nadchodzącej edycji Trance Energy – L.E.D. There be light autorstwa duetu
Rank 1. Najwyraźniej przypadł on bardzo do gustu polskiej publice gdyż niemal wszyscy w hali mieli uniesione ręce w czasie breakdownu. Armin podtrzymywał szybkie tempo gdyż następnym kawałkiem było Lost Sunloungera (Dj Shah) oraz Shana Mr. Pita w mashupie Black Army z Cant Sleep Above & Beyond. Start naprawdę wyśmienity i godny Dj’a nr 1 na świecie. Następnie usłyszeliśmy New World Markusa Schulza, co jak można się domyślić wywołało ogromną euforię. Atmosfera była świetna, ale zaduch, jaki panował mniej więcej na końcu dance-flooru był ogromny – wole sobie nie wyobrażać, jaka temperatura była pod sceną. No, ale jeżeli muzyka jest porywająca to nie strasznie klubowiczowi niesprzyjające warunki ‘’atmosferyczne’’ :).
Kilkanaście minut po północy przyszła pora na następny live act. U boku Armina pojawił się ponownie
Eller oraz
Chris Jones – wokalista z utworu Going Wrong. No i w momencie widać było podział publiki na fanów trance’u i ludzi przypadkowych. Pierwsi zeszli z parkietu ochłonąć lub udali się na złocisty napój natomiast słuchacze radia eska zostali. To przykre, ale naprawdę sporo osób tego wieczoru było z przypadku. Miejmy nadzieję, że ten wieczór stanowił dla nich inspiracje do zagłębiania się w muzykę klubową. Po tym występie nastąpiło kilkadziesiąt minut wyszukanych kawałków jak np Certitude Thomasa Bronzwaera czy robiący niesamowite wrażenie klasyk Mark Vision - Time Gate w wersji Arnej's Minimal Drum Dub Mix.

O godzinie 1.00 na sceny wyszła Susana – najpopularniejsza wokalistka z utworów Armina. Arena wręcz oszalała, kiedy po wyciszeniu rozległo się If you should go. Ponownie cały tłum śpiewał zahipnotyzowany – jak to się dzieje, że utwór, który vocalnie posiada tylko jedno powtarzające się zdanie potrafi tak porywać tłum? Najwyraźniej właśnie to jest magia Armina

Do tego dodać unikalny głosu Susany i nie pozostaje nic innego jak śpiewać razem z wszystkimi. Tym wspaniałym występem rozpoczęła się kolejna część setu, który jeżeli podzielimy na partie, to każda kolejna jest coraz lepsza. I tak oto nadszedł kolejny wielki utwór roku 2008 – No More Alone Giuseppe Ottavianiego, który gości niemal w każdym secie Armina. Dla tych, którzy nie znali słów na ekranie za konsoletą wyświetlały się słowa – ot takie małe karaoke :) Może się to wydać monotonne, ale tłum po raz kolejny został porwany. Trzeba też zaznaczyć, iż Armin przez cały czas miał niesamowity kontakt z publiką, od której prawie w ogóle nie odrywał wzroku. Przy każdym kawałku skakał i bawił się z publiką. Szkoda, że coraz częściej niektóre gwiazdki zapominają o tym, że to właśnie dzięki publice zaszli tak wysoko. Armin jest właśnie przykładem tego jak powinna wyglądać więź między Dj’em a publiką. Potem usłyszeliśmy miedzy innymi Shakedown Ali Wilson oraz Chakalake Wippenberga.

I tak nadeszła 1:40 a u boku Armina pojawił się Benno z duetu Rank 1. Na początku zagrał na klawiszach Adagio for Strings w oryginalnym wydaniu Williama Orbita – potem przyszła pora na Never Say Never w czasie, którego na ekranie za Armina śpiewała Jacqueline Govaert. Beno w trakcie grania tego tracku zrobił nieoczekiwaną pauze, po czym pocisnął dwie szybkie solówki – Fly Away Vincenta de Moora, (które mnie po prostu rozłożyło na łopatki) oraz nieśmiertelne Superstring Cygnusa X, po czym wrócił do swojej partii w kawałku Armina. Następny punkt myślę, że wszystkim zapadł w pamięci. Armin i Beno zagrali chyba najlepszą swoją produkcje – Communication part3 – osobiście z tym kawałkiem wiąże mi się dużo wspomnień, dlatego było to szczególne przeżycie dla mnie tej nocy. Bez dwóch zdań najlepszy live act tego wieczoru!

Około godziny drugiej zaczęła się autorska godzina Armina. Na ekran za konsoletą pojawił się Sharon den Adel, która wyśpiewała nam In and Out Love w mashupie z Lost Connection Jochena Miller. Później mieliśmy okazje rozpływać się przy Lost Language egipskiego duetu Aly&Fila jak i Zocalo wykonane na żywo, przez Ellera.

Nie mogło zabraknąć również This World is Whatching Me w trakcie, którego w tle leciał teledysk wraz ze słowami. Swoją drogą bardzo ciekawe rozwiązanie z tym wyświetlaniem tekstu. Sporo osób może nauczyć się w końcu poprawnie śpiewać :) Następnie na scenę wyszła Elles De Graff i przepięknie zaśpiewała, The Sound of Goodbye. Jej pojawienie się wywołało spore zdziwienie gdyż nie była zapowiedziana – bardzo miła niespodzianka. Warto zaznaczyć, że Armin zagra ten kawałek w remixie Maartena de Jonga, który jest zdecydowanie najlepszą wersją tego tracku. Ledwo, co Elles skończyła śpiewać a już nagła zmiana klimatu na tak uwielbiany w Polsce Control Freak w remixie Sandera van Doorna – tłum po raz kolejny oszalał. Ludzie bawili się tak świetnie jak sam autor. Zaraz po tym na scenie ponownie pojawiła się Susana i zaśpiewała Shivers. W trakcie tego kawałka na pewno nie jedna osoba czuła tytułowe ciarki. Armin wszedł na konsoletę z Polską flagą, po czym wraz z Susaną zaczęli skakać razem z tłumem – normalnie oprawić w ramkę i powiesić na ścianie. Autorska godzina Armina trwała dalej i mogliśmy usłyszeć takie hity jak Love You More, Sail, Rush Hour czy Serenity. Niewątpliwie wyróżniającym się utworem było Burned With Desire, kiedy to nad Arminem zawisł anioł z szeroko rozpostartymi wielkimi skrzydłami – wzruszająca chwila dla wielu klubowiczów z pewnością.
Armin specjalnie ściszył muzykę być móc usłyszeć jak kilku tysięcznym tłum śpiewa ten piękny utwór. I tym oto poruszającym akcentem zakończyła się godzina wypełniona klasykami Armina, który zagrał swój ostatni mashup - Smack My Radio Crash a następnie dobrze znane Peter Martijn Wijnia Vs DJ Shah - Who Will Find Me Not The End. Publika najwyraźniej się przerzedziła gdyż najwyraźniej przypadkowe osoby nie wytrzymały już i poszły do domu – cóż – prawdziwi klubowicze zostali :)

Tuż przed 3:00 Armin zaczął grać Walk the Edge Alex Morpha, który jest szczególnym kawałkiem zarówno dla fanów trance’u jak i samego Armina. W czasie breakdownu zgasły wszystkie światła i poproszono o podniesienie telefonów komórkowych w górę, aby utworzyć morze światła. I tak cały tłum zgodnie trzymał swoje aparaty w górze razem ze swoim idolem i nucił jakże ujmujący kawałek – widok bezcenny. Parę minut po 3 na scenie pojawiła się Audrey Gallagher, ale to, co zrobiła woła o pomstę do nieba. Nie napisze, że zaśpiewała Big Sky, bo śpiewem tego nazwać nie można. Najwyraźniej Holendrzy nie nauczyli się po Utrechcie, że ta pani nie daje się na występy live. Dlaczego zamiast tak okropnego fałszu/jęku nie mogliśmy posłuchać pięknego głosu Sharon den Adel na żywo? Wydaje mi się, że to kwestia tylko i wyłącznie pieniędzy. To samo tyczy się kolejnego kawałka, czyli Hold On To Me, przy którym Audrey dalej dawała pokaz, co się stanie jak zabraknie playbacku....

Kilkanaście minut przed 4 na scenę wszedł po raz kolejny tej nocy Eller i zagrał na żywo Time To Rest Andiego Bluemanna. Track ten miałem przyjemność słuchać po raz pierwszy i musze przyznać, że w wykonaniu live jest naprawdę świetny. Rodzina van Buuren’ów ewidentnie jest uzdolniona muzycznie – Armin razem z bratem Ellerem tworzą niesamowite show.

Po tym występie rozpoczęły się zdecydowanie najlepsze dwie godziny w ciągu całej nocy. Z głośników popłynęły takie produkcje jak Perfect Blue Akessona, Nothing But You Paula van Dyka czy Clockwork Deadmau5a w remixie Mr. Sama. Po prostu nie dało się wystać w miejscu – grał coraz mocniej i coraz szybciej. Mashup Funkagenda Vs. Santiago & Bushido - Fuck The Headtrick autorstwa Armina czy Madness Barta Claessena i Dave’a Schiemanna wgniatały po prostu w ziemię. Nie zabrakło również klasyków jak Another You, Another Me produkcji Lange i Garetha Emery’ego, Touch Me Cassandry Fox w remixie Myon & Shane oraz Simulated Marco V w jakimś dziwnym mixie kilku wersji. Uraczył nas również Airwave duetu Rank 1 połączonym z nieznanym vocalem a totalne spustoszenie zrobił Dominatorem Mr.Sama w mashupie z Riff Sandera van Doorna. Impreza po woli zbliżała się do końca, ale tempo podtrzymane było jakby był dopiero środek nocy. Vengeance - Temptation w remixie Dengi & Manusa porwało wszystkich – jeden z najlepszych kawałków tego roku Armin zostawił na deser :)

O 5:30 zakończyła się oficjalnie impreza, ale MC zapowiedział, że specjalnie dla Polaków Armin zagra jeszcze trochę i po chwili pojawili się Chris Jones wraz z Ellerem i wspólnie wykonali na żywo Yet Another day. Pod koniec kawałka na scenie pojawili się wszyscy artyści, którzy dawali live acty tego wieczoru i wspólnie bawili się na scenie. Następnie Armin odszedł z konsolety i razem z wszystkim artystami bawił się na scenie przy przepięknym kawałku The Killers – Human w jego remixie. Wszyscy artyści świetnie się bawili, co chwile podając sobie Polską flagę. Ci, którzy pozostali w Arenie nucili ‘’Are we Humans, Are we Dancers’’ Piękne zakończenie tej magicznej nocy.

Kiedy to już Armin po długiej owacji opuścił scenę część osób zaczęła powoli wychodzić, ale nadal spory tłum został pod sceną skandując Armina. Po około minucie głównych bohater wieczoru wskoczył z powrotem na scenę by zagrać ostatni kawałek. Był to Mash up This is That Garetha Emery’ego z Delerium – Silence. W połowie kawałka Armin zszedł pod scenę i zaczął rozdawać autografy i robić sobie zdjęcia z klubowiczami. I tak oto parę minut po 6 nastała cisza w Arenie.

Podsumowując: Armin pokazał, dlaczego to właśnie on został drugi rok z rzędu wybrany Dj’em nr. 1 na świecie. W ciągu dziewięcio godzinnego seta pokazał nam całe spektrum trance’u nie tylko z tego roku, ale również jak bardzo świeże są nadal evergreeny. Szkoda tylko, że cały show przyćmiła jednak lokalizacja gdyż Arena potrzebuje gruntownych zmian by ludzie nie czuli się na takich imprezach jak kurczaki w mikrofali. Ale jak zwykle strona muzyczna bierze górę. Jeżeli ktokolwiek ma możliwość wybrania się na ekskluzywną imprezę Armina 20 grudnia w Pradze – polecam gorąco – nie zawiedzie się.
autor: Pankrator
fot. Dawid W. (Ripi)