Słucham: Trance, Electro, House
Dołączył: 27 Cze 2008 Posty: 17 Skąd: Nowa Sarzyna
Wysłany: 2008-08-05, 21:11
Zacznę od narzekania, a później będę słodził
Pierwsza sprawa - nagłośnienie, przy samej scenie z boku się nie dało słuchać. Śmigałem z flagą na Adamie i miałem nadzieję cały jego set przy barierkach po lewej stronie przebawić żeby napis zauważył, ale się nie dało bo pierdzący bass łeb roz.... Brak średnicy, porażka. Na GK nagłośnienie rewelka, no może troszkę za cicho, a tu kishka totalna. Dalej, białe rękawiczki, gwizdki, łyse koxy z gołą klatą i napisem na czole "mam ujemne IQ i lubie tym szpanować", okrzyki "didżej didżej" i inne "jazdy jazdy", piguły, no i ochrona. Co się w piątek działo to ludzkie pojęcie przechodzi. 3:35, Pledger gra miód, odwracam głowę i patrzę jak łysego koksa goni innych 30 koksów a po chwili mu po głowie skaczą. Światła się świecą non-stop, po chwili przerywają Markowi i ochrona wygania. Ludzie, k... to w świat idzie! Co sobie później gwiazdy mają o Polsce pomyśleć? Nie zdziwie się jak Mark przez jakiś czas do Polski nie zawita i nie tylko on. Po wyjściu za ogrodzenie grupka kiboli dalej się nap.... a ochrona się za swoją budką chowa. Po chwili przez miasto maszeruje grupa.... Gdynian i wyraża w nader głośny sposób swoje opinie na temat Legii Warszawa. I ja się mam czuć bezpiecznie? Nie jeżdżę z Podkarpacia na eventy po kilkanaście godzin w pociągu żeby się tam o swoje zdrowie bać. No to teraz ocena występów:
Piątek:
1. James Grant - fajnie wprowadził w klimat imprezy ale niczym mnie specjalnie nie zachwycił, co mi się podobało to to, że grał jako pierwszy i na Adamie więcej ludzi już było
2. Adam Nickey - między innymi dla Niego tam pojechałem (nawet flagę z Shati przygotowaliśmy) i było po prostu pięknie. Zaczął od Shifta i wiedziałem, że przez godzinę będzie to co kocham najbardziej, piękny uplifting i się nie zawiodłem. Świetnie się bawiłem i byłoby 10/10 gdyby nie jedna rzecz - zabrakło mi "Letting Go"... Jeeeeju jak ja tego żałowałem Z Letting Go byłaby dyszka, tak to 9,5 ale i tak było znakomicie
3. Super8 & Tab - set wieczoru! Bardzo energicznie i piękne nuty. Znakomicie się bawiłem, Finowie pokazali klasę! 10/10!
4. Above & Beyond - czuję niedosyt... Zaczęli fajnie, później było średnio... ale ostatnie 40 minut to była miazga. Usłyszeć na koniec jak ludzie śpiewają Alone Tonight... bezcenne 7/10, za ten niedosyt.
5. Sean Tyas - energicznie, żwyiołowo, podobało mi się, ale ten bass żyć nie dawał, więc stwierdziłem, że to dobry moment by zakupić jakieś płyny, później jeszcze toaleta i tak set zleciał, więc tu bez oceny.
6. Mark Pledger - grał świetnie dopóki mu nie przerwano...
Sobota:
Pomijam tu jakieś soniki i inne corry z wiadomych względów.
1. Dj Matush - nie znałem go wcześniej ale jego set bardzo mi do gustu przypadł, część spędziłem po sceną i dobrze się bawiłem
2. Giuseppe Ottaviani - Nr. 1 dnia! 9/10.
3. Johan Gielen - przesiedziałem cały jego set bo mi się nie podobało. Nie wystawię oceny bo byłoby to krzywdzące dla niego i fanów nieco mocniejszego brzmienia.
4. Talla 2XLC - wcześniej nie znałem ale muszę się bliżej mu przyjrzeć. Bardzo dobrze zagrał 8/10.
Ogólnie impreza (jak dla mnie) muzycznie (piątek) 9/10, sobota to już głównie nie moje klimaty.
PS. Chciałem jeszcze raz podziękować za to, że dzięki WME mogłem usłyszeć najpiękniejszy set jaki w życiu słyszałem (Super8 & Tab oczywiście) oraz najpiękniejszy upliftingowy set - Adama Nickeya
W końcu udało mi się napisać małą relację z Beach Party :)
Wobec nadmorskiego festiwalu Beach Party od początku byłem nastawiony dość sceptycznie, zwłaszcza że nieprzychylne opinie po wcześniejszych edycjach ciągle przewijały się w poimprezowych komentarzach. Do wyjazdu skłoniło mnie jednak trio, który na żywo występuje jako duet – chodzi o Tony’ego, Paavo i Jono znanych szerszej publiczności jako Above and Beyond. W Gdyni mieli wystąpić w ramach swojego cyklu Anjunabeach, który rozpoczęli w sylwestrową noc na plaży Ipanema. Moje zainteresowanie grupą było tym większe, gdyż w ostatnim czasie wydali (jako OceanLab) album Sirens of the sea – bardzo czekałem na klubowe remisy utworów na nim zawartych. Kiedy udało mi się wygrać bilety w konkursie na forum WME decyzja została podjęta – jedziemy. Nie było już odwrotu. Nad Bałtyk wyruszaliśmy zupełnie w ciemno – bez zarezerwowanych noclegów, bez namiotu, tylko z ręcznikami i ciuchami na zmianę. Sama podróż była bardzo męcząca, w dużej mierze dzięki „miłemu” starszemu małżeństwu (pozdrawiamy Pana Waldka i jego szanowną żonę). Po dziewięciu godzinach w końcu dotarliśmy, ale trauma pozostanie do końca życia. Wybrzeże przywitało nas piękną słoneczną pogodą – jedyne co przychodziło do głowy to znalezienie plaży i morza. Udało się – poleżeliśmy na piasku, popływaliśmy… raz – dopóki nie zaatakowały straszliwe, krwiożercze sinice. Zdzwoniliśmy się także ze znajomym, który poznał nas ze swoimi znajomymi i utworzyła się całkiem pokaźna grupka osób. Niemal wszyscy, których poznaliśmy to ekipa pewnego wortalu muzycznego. Mieliśmy także wielkie szczęście spotykając Romeya, który nas przenocował i zorganizował u siebie before party – za co wielkie, wielkie dzięki.
Odpowiednio przygotowani wieczorem udaliśmy się na miejsce festiwalu. Od początku wątpliwości budziło ustawienie sceny pod dziwnym kątem względem morza. Wejście przebiegło bezproblemowo, powierzchowne przeszukanie, służby medyczne poświeciły latareczką w oczy i można było maszerować. Niestety przegapiliśmy sety Jamesa Granta i Polaka - Adama Nickey’a. Końcówka występu Super8 & DJ Tab była porywająca. Tłum zareagował już na pierwsze dźwięki Helsinki Scorching i nie mniej fenomenalnej „Piątki” Aalto. Z najnowszego wydawnictwa Paula van Dyk’a – Hands on In between usłyszeliśmy wokal Ashley Tomberlin w produkcji New York City. Podczas końcówki show myślami byłem już z następnymi wykonawcami – gwiazdą wieczoru. Above & Beyond weszli w blasku chwały wraz z dźwiękami Sirens of the Sea w interpretacji Cosmic Gate. Publiczność troszkę zawiodła podczas prób wspólnego odśpiewania Alone Tonight – czyżby nie znali jednej z flagowych produkcji? Wiem tyle, że darłem się jak mogłem :) Tony i Jono (to właśnie ich dwójka przybyła tym razem do Polski) za konsolą bawili się fenomenalnie, wskakiwali na aluminiową konstrukcję, dziękowali za brawa. Jestem wielkim fanem całego trio toteż ich występ (okraszony trance’owymi klasykami) oceniam jako wspaniały. Przyszła kolej na osobę, z którą wiązałem także duże nadzieje – Seana Tyas’a. Niestety jego set wydawał się troszkę monotonny, bardzo mało melodyjny, słyszalny był niemal sam kick (w duuużej jak to na Seana prędkości). Ratował końcówkę „Liftem”, ale to za mało. Nieco się na tym panu zawiodłem, możliwe że już troszkę „przejadł” się jego styl. Niezrażony wcześniejszym dudnieniem (jak można określić muzykę Tyasa w Gdyni) świetnie bawiłem się podczas panowania nad playerami i mikserem Marka Pledger’a. Były to rządy twardej ręki, rządy podczas których władca doskonale wiedział co zrobić ze sporą grupą ludzi nadal pozostających na plaży. Nawet pomimo mojego zachwytu nad Above & Beyond muszę przyznać, że to nie ich, a set ostatniego artysty był setem wieczoru. Jednak nie było tak świetnie i różowo – organizatorzy wyłączyli sprzęt 20 minut przed czwartą co uważam za skandal. Sam Pledger miał wielki żal do szefostwa i wcale się nie dziwię, bo szło mu fenomenalnie. Powodów tej decyzji możemy się tylko domyślać, ale najprawdopodobniej była to spora bójka z udziałem zwierząt wznoszących okrzyki „Arka Gdynia”. Takim niemiłym akcentem zakończył się dzień pierwszy. Sobotnie przedpołudnie przeznaczyliśmy na regeneracje przed dniem drugim. Pierwszym zaskoczeniem była gigantyczna kolejka do wejścia – o wiele większa niż piątkowa, ale sprawił to chyba magnetyzm gwiazd znanych z radia i telewizji. Nie pozostało nic innego jak czekanie. Samo przejście przez bramkę nie różniło się niczym od poprzedniego, natomiast już na terenie imprezy kupno bonów, które można było wymienić na piwo lub napoje okazało się niemożliwe. Próbowałem trzy razy i za każdym rezygnowałem po 30 minutach przepychania się przez ludzi. Za to wielki minus dla organizatora, niestety nie ostatni podczas całego festiwalu, ale o tym później. Na występie Matusha nie mogliśmy się skoncentrować ze względu na opisane problemy. Ludziom zgromadzonym pod sceną występy Sonique, Idy Corr, braci Benassi z Dhany najwyraźniej się podobały sądząc po entuzjastycznych reakcjach. Osobiście nie mogę na ich temat niczego powiedzieć, bo nie jestem wtajemniczony w mroki nurtów muzycznych, które ci artyści reprezentują. Po nich przyszedł czas na ceremonię otwarcia: wrażenie robił gigantyczny deszcz konfetti z soundtrackiem hollywoodzkiej superprodukcji sprzed kilku lat - Gladiatora. Po takiej ceremonii otwarcia na scenę wkroczyła połówka nieistniejącego już duetu Nu-NRG - Giuseppe Ottaviani. Włoch jak zwykle czarował wspaniałymi melodiami, głównie własnego autorstwa. Pojawiły się takie klasyki jak For an angel van Dyk’a, Linking People, Freefall, Far away. Końcówka to utwór, na który zawsze czekam podczas setów Ottaviani’ego – chodzi o Through your eyes. Dynamiczny kawałek, który po prostu nie może się znudzić. Johan Gielen – holenderska legenda przybyła, zobaczyła i zwyciężyła. Bardzo zróżnicowany, dynamiczny set rozgrzał zimne nocne powietrze i bawiących się ludzi. Johan bawił się w dj’owanie - bawił, ponieważ było widać, że sprawia mu to przyjemność i eksperymentuje z dźwiękami. Twisted stworzone w kooperacji z Svenson’em było punktem kulminacyjnym – wszyscy unosili się nad piaskiem w podskokach. Po tak dobrym występie przeżyłem gigantyczny szok – za konsolę wszedł łysy, grubszy pan, podobny do Talli 2XLC. Ten pan okazał się być właścicielem sopockiej Vivy i chyba najgorszym grajkiem (bo dj’em go nie można nazwać) jakiego słyszałem podczas jakiegokolwiek eventu. Odtworzył Adagio for strings, For an angel, Runway tylko przy użyciu crossfadera, dodam że nieudolnym użyciu. Prawdziwy Talla 2XLC pokazał swoje ponad dwudziestoletnie doświadczenie – wiedział co ma robić o tej porze. Jego występu słuchaliśmy podczas opuszczania plaży, ale można powiedzieć, że spisał się doskonale (z relacji pozostałych). Tak Beach Party przedstawiało się od strony muzycznej (fenomenalnie) i organizacyjnej (piątek dobry, sobota słabiutka), teraz czas zająć się techniką użytą podczas imprezy. Nagłośnienie – fatalnie. Firma PolAudio kompletnie nie poradziła sobie z obsługą tego wydarzenia. Przy barierkach bas zabijał jakąkolwiek melodię, głośniki charczały niemiłosiernie. Stojąc z boku było już lepiej, ale zdecydowanie za cicho. Można tą sytuację opisywać w antyopradnikach „jak nagłośnić klubowy event”. Scena troszkę rekompensowała fatalne warunki akustyczne, ale nie było w niej nic nowatorskiego. Wrażenie robiła ilość laserów (ponad 30), w tym trzy kolorowe, oraz całość oświetlenia. Obsługa wizualizacji spisała się też na piątkę prezentując na dwóch ledowych telebimach i pasach za konsolą ciekawe motywy zaczerpnięte między innymi z teledysków.
Podsumowując tegoroczną edycję Beach Party można powiedzieć, że muzycznie była bardzo udana. Gorzej spisali się organizatorzy, zwłaszcza kiedy drugiego dnia nie radzili sobie z ilością uczestników. Event można określić jako dużą, piaszczystą dyskotekę, która zaprosiła gwiazdy, ale nie sprostała reszcie przedsięwzięcia. Na koniec chciałbym podziękować za wspólną zabawę całej ekipie, ale przede wszystkim wortalowi WME za bilety :)
Rafał
P.S.
Sorry za wszelkie błędy merytoryczne czy też stylistyczne (o ile są) :)
Sponsor
Dołączył:26 Kwi 2007
Posty:
[Kliknji na reklamę! WME.com.pl utrzymuje się wyłącznie z reklam. Dziękujemy!]
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum