Po miesięcznym oczekiwaniu na kolejny polski event, z największą uciechą dla trance’owiczów doczekaliśmy się tego niezwykłego wydarzenia, jakim na pewno od kilku lat jest
enTrance. W 2008 organizatorzy musieli przenieść datę imprezy ze względu na dwie inne produkcje kończące karnawał. Termin przypadł na
święto kobiet, co według mnie i chyba nie tylko mnie jest sympatycznym pomysłem. Tym bardziej, że
enTrance jest najważniejszym klubowym wydarzeniem w
Bydgoszczy, a
hala łuczniczka jest bardzo dobrze przygotowana do organizacji tego typu przedsięwzięć.
Przy dobrym i szerokim doborze artystów w poprzednich latach, można było się spodziewać ze i w tym roku
MDT Agency zaskoczy nas wszystkich niesamowitym line-up’em. Samo
enTrance jest znane z tego, że są przedstawiani na tej imprezie dj-e i producenci, najczęściej niezbyt dobrze jeszcze znani w Polsce dla większej części imprezowiczów. Często są to bardzo ciekawe postacie, które nie miały jak na razie okazji grać dla polaków, lub po prostu utalentowani obiecujący dj-e, którzy pragną zaistnieć na polskiej scenie klubowej. To według mnie się chwali, bo jest to w pewnym sensie odwagą ze strony
MDT. Tym bardziej, że w poprzednich latach agencja ta udowodniła, że można zorganizować porządną imprezę na wysokim poziomie muzycznym, oświetleniowym oraz nagłośnieniowym i co najważniejsze za bardzo niską cenę w stosunku do innych, eventów.
Niebywałym plusem imprezy jest tak jak już wcześniej pisałem, miejsce, jakim jest
hala łuczniczki. Obiekt według mnie spełniający wymogi, co do organizacji eventów klubowych. Bardzo dobrze przystosowany, jeżeli chodzi o catering, wygląd wizualny (zarówno zewnątrz jak i wewnątrz). Mimo nie tak dużej wielkości, hala wydaje się być bardzo przestrzenną, a co ważniejsze jest bardzo komfortowa w przemieszczaniu się z miejsca na miejsce. Sadzę, że gdyby
dancefloor był nieco większy, organizowano by w nim o wiele więcej projektów. Kolejnym plusem był na pewno termin, i zapewne z tego względu tej nocy można było oglądać większą ilość kobiet w porównaniu do innych imprez tego typu. Jeżeli chodzi o organizacje to ja osobiście zauważyłem tylko dwa minusy. Był lekki problem ze znalezieniem wolnego miejsca w szatni, co mi osobiście się nie przytrafiło, ponieważ wszedłem do hali mniej więcej na początku imprezy. Jest to niedogodność spotykana raczej na większości polskich wydarzeń, więc zdążyliśmy się na pewno do tego przyzwyczaić.
Kiedy wszedłem pierwszy raz na
dancefloor, to całość zrobiło na mnie wrażenie. Scena była dobrze przygotowana, zwłaszcza, jeżeli chodzi o oświetlenie i dużą liczbę laserów, również po bokach hali. Kolorowe lasery dobrze współgrały z normalnymi. Ekrany wizualizacyjne, oraz bardzo dobry dobór kolorów robiły piorunujące wrażenie. Według mnie także tym razem panowie z
Clockwork się popisali. Przygotowali sporą ilość nowych ciekawych wizualizacji i pomogli nam na pewno łatwiej dać się jeszcze bardziej ponieść muzycznym brzmieniom oraz wczuć się w klimat lodowej krainy. Ponieważ poza niektórymi wizualizacjami wykonanych przez
Clokwork, to sama impreza nie miała za dużo wspólnego z tematyką owego wydarzenia. Nie licząc krótkich zapowiedzi wykonawców z obrazkiem reklamowym na głównym ekranie, w oprawie dekoracyjnej oraz wyglądzie sceny nie było tak naprawdę nic związanego z krainą lodową. Mamy nadzieję, że w przyszłym roku organizator bardziej się postara o ten aspekt. Nagłośnienie było na dobrym poziomie, ale nie na jakimś niesamowitym. Na końcowej górnej trybunie było kilka miejsc, gdzie dźwięk się nieco zniekształcał. Ale bawiąc się przy większości imprezowiczów, nie można było narzekać, na jakość utworów oraz wysokość decybeli. Catering był dość odpowiednio zorganizowany, na piwo nie trzeba było zbytnio długo czekać, dostępny był także kebab oraz inne apetyczne posiłki. W jednym z miejsc jednego z bocznych korytarzy,
Radio Gra i telewizja internetowa
itv24, przeprowadzały bezpośrednią relacje z tej imprezy. Relacja na żywo z
Łuczniczki była emitowana w specjalnym wydaniu Transmisji prowadzona przez
dj-a Martineza i
Miss TFY. Można tam było usłyszeć sety live dj-ów grających na
enTrance, oraz wywiady z artystami, klubowiczami i organizatorami.
Impreza przebiegała w dość klimatycznym dla trance’owiczów charakterze. Artyści stopniowo nakręcali tłum, powodując w pewnych momentach eksplozje euforii. Publika żywiołowo reagowała na większość znanych utworów oraz także na te nowe ciekawe produkcje. W opiniach klubowiczów w 95% można było usłyszeć pozytywne odczucia. „
impreza wymiata” „
dj-e zaskakują” „
laski prowokują” – takie słowa można było usłyszeć od ludzi popijających piwo i energy drinki na cateringu. Jeden z zapalonych klubowiczów powiedział nawet: „
nie sądzę, aby w najbliższym czasie ktoś zorganizował w Polsce lepszy event trance’owy”. Na zapleczu bardzo dobrze i w doborowym towarzystwie bawili się członkowie i wspólnicy agencji
MDT, znani dj-e dbali o to, aby nie było nudno także poza sceną. Wrażenia i opinie były bardzo dobre, ponieważ na takim poziomie stała ogólnie ta impreza.
Jako pierwszy zagrał
Cez Are Kane, zaczął od progresywnych dźwięków, w połowie seta przeplatając kilka
elektro-trance’owych produkcji, kończąc na typowym trance. Zapewne chodziło głównie, aby
CAK umiejętnie wprowadził publikę w odpowiedni nastrój i klimat imprezy, oraz przygotował ich przed pierwszorzędnymi gwiazdami tej nocy. Następnie mogliśmy usłyszeć,
Hybroid’a, który rozpoczął od
uplifitingowych wokali powoli przechodząc na coraz cięższe uderzenia. Mniej więcej od 15 minuty przeszedł na
electro-trance, mieszając go z
tech-trance’em.
Hybroid wrzucił kilka ciekawych pomieszanych kawałków z elektrycznym brzmieniem, których ja osobiście nie słyszałem do tej pory. Set dosyć przypadł mi do gustu. Jako kolejny mógł zaprezentować się nam, już raczej wszystkim znany w Polsce
Alex Morph. Większość jego seta była przeprowadzona w jego typowym stylu, do którego już się przyzwyczailiśmy. Między czystymi
trance’ami przeplatał wiele
uplifitingowych wykonań. Na sam koniec ku mojemu zdziwieniu puścił nieznany mi, bardzo energetyczny
tech-electrowy kawałek. Publika niesamowicie się ożywiła, niestety
Alex musiał zaraz skończyć seta i nie mogliśmy do końca zachwycać się tą produkcją. Po jego dziele muzycznym został nagrodzony głośnymi brawami oraz okrzykami na jego cześć. Następne sety
Paul’a Webster’a, głównych gwiazd
Aly & Fila (z tego, co słyszałem skład był niepełny z powodów problemów wizowych) i
Jon’a O Bir’a, dość doświadczonego już
Manuel’a le Saux’a oraz młodego i utalentowanego
Sebastian’a Brandt’a, były przeprowadzone mniej więcej w podobnych klimatach muzycznych. Było sporo czystego melodyjnego
trance’u mieszanego z
uplifitingowymi wokalami oraz nieco bardziej energetycznymi produkcjami. Dla konesera
trance’u była to uczta imprezowa, która pewnie nie jedną osobę doprowadziła do euforii. Ja osobiście wole Więcej wrzutek z elektrycznym brzmieniem, dlatego do godziny około 4 nad ranem nieco się nudziłem. O tej godzinie usłyszeliśmy
Sonicvibe aka Vardran. Gdy tylko stanął za sterami, od razu można było u niego wyczuć niebywale energetyczne podejście do sprawy. Początkowo skleił kilka jakby
tech-electro-minimali, przechodząc na krótki okres czasu na
tech-trance, oraz kilkanaście minut później na
tech-electro. Mimo krótkiej wpadki według mnie był to najlepszy set nocy i chyba nie tylko według mnie, ponieważ
Vardran po zakończeniu został nagrodzony oklaskami. Na końcu zaprezentował się nam
Paul Miller. Był to set utrzymany w stylu poprzedników
Sonicvibe’a z duża ilością melodycznych produkcji. Poziom gry artystów stał według mnie na dobrym poziomie. Wykonawcy dobrze dobierali utwory, odpowiednio nastrajając i utrzymując klimat imprezy.
Osobiście nie jestem zagorzałym fanem
trance’u, lecz ta impreza nie zważając na moje gusta muzyczne, wywarła na mnie pewnego rodzaju pozytywne wrażenie. Oczywiście daleko nam jeszcze do zagranicznych eventów, głownie, jeżeli chodzi o nagłośnienie i oświetlenie. Jednak nie wybrzydzając i wspierając polską kulturę klubową, wiem ze ta impreza stała na wysokim ogólnopolskim poziomie a sami organizatorzy podnieśli poprzeczkę dla innych agencji o kolejny poziom. Tym bardziej zaznaczając kolejny raz, że ceny biletów były znacząco niższe od innych wydarzeń organizowanych na tym samym lub niższym poziomie. Dlatego mimo ze osobiście wole bardziej undergroundowe klimaty, to ta impreza na pewno wpisała się w mój przyszłoroczny kalendarz eventów.