Cykl imprez Lech Party jest, szczerze mówiąc omijany przez większą rzesze klubowiczów. Odwiedzają ją zazwyczaj ludzie z okolic poznania, lub samej stolicy wielkopolski. W zapowiedziach organizatorzy nastawiali uczestników na bardzo profesjonalny spektakl wizualny, w połączeniu z setami muzycznymi na bardzo wysokim poziomie. Lech chcąc pozytywnie zareklamować markę Swojego piwa, zaprosił kilka znaczących sław z różnych odmian gatunku electro. Teoretycznie myśląc, już przed samą imprezą powinniśmy być pewni, że organizatorzy staną na wysokości zadania, ponieważ to impreza reklamowa. O tym czy to Im się udało będziecie mogli przeczytać niżej.

Gdy w końcu ze znajomymi odnalazłem miejsce, w którym ma się odbyć event, przy wejściu zastałem nieliczną grupkę klubowiczów czekających na otwarcie bram. Wpuszczanie pierwszych fanatyków trochę się opóźniło, zapewne z jakiś przyczyn technicznych. W okolicach 20.30 jako pierwsi mogliśmy zapoznać się z terenem imprezy. Według mnie był bardzo ciekawie zrobiony chillout. Klimat tworzyły bardzo dobrze oświetlone drzewa, umiejscowione w środku zadaszonego miejsca pomiędzy obiema halami. Piwo na szczęście można było nabyć normalne, w odróżnieniu niż na innych eventach. Ale to był dość oczywisty aspekt, ponieważ imprezę organizowała marka jednego z bardziej znaczących browarów na Polskim rynku. Obok stoisk z piwem była umieszczona spora ilość mega wygodnych puf do siedzenia, gdzie można było się konkretnie zrelaksować od pozostałej części przedsięwzięcia. Ku mojemu zdziwieniu była bezpłatna szatnia, a toaleta była dosyć łatwo dostępna. Tuż przed wejściem na dancefloor, zatrzymywały nas bardzo atrakcyjne panie i zachęcały do wzięcia udziału w konkursie w infokiosku. Polegał on na jak najszybszym ułożeniu puzzli z logiem Lecha. Główną nagrodą był sprzęt dj-ski. Wchodząc na hale taneczną w okolicach godziny 22, ujrzałem niezbyt dużą liczbę ludzi i jak na razie mało oświetloną scenę. Samo oświetlenie nie robiło zbyt dużego wrażenia. Scena była oświetlona neonami zmieniającymi kolor, a nad nią były źle umiejscowione lasery, które moim zdaniem sie na siebie za bardzo nakładały i przepuszczam ze nieco mogły przeszkadzać samym artystom podczas występów. Za sceną i po bokach były wyświetlane wizualizacje, łącznie wyświetlało je 9 projektorów. Podczas występów bardziej znaczących gwiazd, można było podziwiać na nich vj-sety. Był to chyba największy plus całej wizualnej oprawy. Między występami, na scenie i w głębi hali, mogliśmy podziwiać przeróżne układy taneczne. Nagłośnienie stało na średnim poziomie. Stojąc pod sceną a ku końcu hali, można było odczuć duża różnice, porównując, jakość dźwięku i głośność. Dużym minusem była na pewno frekwencja eventu. Jak pisałem wcześniej, nie dotarło zbyt wiele ludności na imprezę. Mi to zbytnio nie przeszkadzało podczas zabawy, ale co prawda faktem jest, że na tego typu imprezach jestem przez wyczajony do większej ilości uczestników.

Klimat ogólnie oceniam na plus, ale tylko podczas występów Oizo i Alter Ego. Przy innych setach ta magia jakoś opadła. Akurat na występ Mr. Oizo, czyli od około godziny 00.00 do 1.30, na dancefloorze można było spotkać stosunkowo sporo ludzi. Oglądając Ich zza konsoli oceniam, że bawili sie raczej dobrze. Publika dosyć żywiołowo reagowała na każdą lepsza produkcje, zapuszczoną przez główną gwiazdę. Sądząc po opiniach, większość ludzi przybyła chyba właśnie na tych 3 artystów: Mr. Oizo i duet Alter Ego, ponieważ zaraz po ich występie, czyli tuż po godzinie 3 na hali zrobiło sie bardzo dużo miejsca. Klubowicze rozeszli się odpocząć przy piwie lub po prostu do domów.

Sam Line-up całościowo nie zapierał tchu w piersiach, jednak moim zdaniem było kilka aliasów, których byłem ciekawy. Bardzo zawiodłem się, ponieważ nie było nam dane usłyszeć Princess Superstarr. Pewien pan powiadomił nas, iż gwiazda nie mogła przylecieć z powodu choroby, nad czym bardzo ubolewałem. W jako pierwszego mogliśmy się wsłuchiwać Mike Simonetti. Cały set utrzymany był w raczej łagodnej odmianie electro i electro house. Tuż po nim wystąpił przed nami zespół Chromatics. Moim zdaniem był to electro pop na dosyć dobrym poziomie, ciekawy głos wokalistki, dobre zgranie zespołu i bardzo wyraźny i charakterystyczny podkład. O północy zza konsolą pojawiła się główna gwiazda nocy Mr. Oizo. Szczerze mówiąc wiedziałem ze ten gość gra i lubi electro, ale w życiu nie spodziawałem się tak mocnego i poschizowanego brzmienia. Od samego początku Oizo nas nie oszczędzał. Widać od razu, że zawsze robi i gra Swoje. Ja osobiście bardzo to cenie, kiedy artysta nie gra pod publikę. I tak właśnie zagrał, miał wszystko i wszystkich w tyle. Gdy na niego patrzyłem, widziałem, że skupiał sie wyłącznie na Swoim dziele. Jego set był bardzo mocny i elektryczny. Prawie każda produkcja posiadała wyraźny i charakterystyczny bass dla takich sław jak Justice, Boys Noize, Digitalism czy Mstrkrft. Tak jak Oizo graja właśnie na zachodzie, i bardzo ubolewam nad tym, że był to dopiero pierwszy występ tego typu w Polsce. W secie Oizo było chyba wszystko, co być powinno. Zaczął od zwykłego czystego electro, czasem zdarzyło się, że zarzucił jakąś produkcje z nu rave, czy ghettotech jak np Love to edit Crookersów. W środku seta podróżował po różnych odmianach electroniki. Zdarzało się, że zwalniał bit, co było bardzo dobrym posunięciem, ponieważ dane produkcje nie brzmiałyby tak dobrze w szybszym tempie. Oizo nie ograniczał się, to trzeba Mu przyznać. Można było usłyszeć dużo ciekawych niekomercyjnych wokali, charakterystycznych dla electronic, electro. Słyszeliśmy nawet, coś w stylu old schoolowego rapu z mocnym podkładem. No i co chwila jakiś bardzo mocny i schizujący kawałek, które wręcz przewracały myśli w głowie. Jednym zdaniem był to chyba najlepszy set, jaki słyszałem w życiu z tego rodzaju muzyki. Gdy przyglądałem się samej Jego grze, od razu można było zauważyć ze żyje każdym dźwiękiem. Muzyka to dla Niego bez wątpienia wielka pasja, o czym może świadczyć ilość lat spędzonych na scenie. Po tym występie jestem skłonny pojechać na Jego występ nawet na inny kontynent. Po Oizo zza konsolą a raczej za komputerem pojawili się Alter Ego. Słynni już raczej wszędzie, bardzo uzdolnieni elektryczni producenci. Słyszałem ich tylko początkowe i końcowe 20 min, i z tego, co można wywnioskować, że był to raczej set w ich charakterystycznym stylu. Trudno było się, czego innego spodziewać skoro w Live Actach gra się zazwyczaj wyłącznie swoje produkcje. Ostatnie dwa sety Ali Schwarz'a z Tiefschwarz'em oraz Ivana Smagge były utrzymane raczej w podobnych klimatach. Głównie techno minimal z lekkimi domieszkami electro. Podczas setów dj-skich, jak juz wcześniej pisałem, prezentowali Swoje wizualne umiejętności różni vj-e, min. Clokwork, Kinga Baby oraz Pfadfinderei. Według mnie najlepiej wypadł Pfadfinderei podczas występu Mr. Oizo. Przepuszczam, że nieco się przygotował, ponieważ wiele wizuali było bardzo dobrze dobranych i dobrze współgrających ze sobą.

Oceniając całość, według mnie impreza na plus, choć czuje lekki niedosyt, ponieważ myślałem, że cała oprawa zrobi na mnie większe wrażenie. Szczerze mówiąc gdyby nie świetny set Mr. Oizo, nie jestem pewien czy byłbym przychylny tej imprezie. Mimo ze widać było ogrom pracy, jaki włożyli w to wszystko organizatorzy, miejmy nadzieje ze poprawią Oni za rok podstawowe aspekty, jak np nagłośnienie. Jednak cieszę się ze dany event miał miejsce, ponieważ w końcu w Polsce na większym wydarzeniu zaprezentował się artysta lubiący bardzo undergroundowe electro, co było rzadkością do tej pory w naszym kraju, dlatego sam osobiście czekam zaciekawiony, co przyniesie nam przyszłoroczny Lech Party.
autor: Rafał Skoneczny